Nasz historyk był gościem Pawła Lekkiego (Biuro Rzecznika Prasowego IPN) w audycji „Post Scriptum”. W sposób krytyczny spojrzał na ten film dokumentalny, wskazując na wiele zafałszowań czy przemilczeń na temat historii II wojny światowej oraz postaw Żydów i Polaków.
Jak czytamy w opisie produkcji, „Wśród sąsiadów” (2024) w reżyserii Joava Potasha „przedstawia dzieje Gniewoszowa – miejscowości, którą przez stulecia współtworzyły dwie społeczności. Twórcy koncentrują się na losach ostatniego ocalałego Żyda z tego miasteczka oraz na wspomnieniach kobiety, która jako dziecko była świadkiem tragicznych wydarzeń z czasów II wojny światowej. Jej opowieść ujawnia dramatyczną prawdę o tym, jak śmierć wielu Żydów przyszła nie z rąk okupantów, lecz ze strony ich polskich sąsiadów”.
Tyle twórcy obrazu. Tymczasem dr Tomasz Domański wskazuje, że dzieło Potasha, choć było efektem kilkuletnich prac, razi jednostronnością przekazu, przejaskrawieniami, pomijaniem kontekstu historycznego (zwłaszcza wojennego), a przede wszystkim – niemal całkowitą nieobecnością realiów życia codziennego „sąsiadów”.
– Ponadto film pełen jest luk interpretacyjnych, w których miejsce pojawia się bogactwo wątków politycznych. Z konieczności odniosę się szczegółowo tylko do wybranych zagadnień. Zacznijmy od tego, że ówczesne realia w decydujący sposób wpływały na relacje między Polakami i Żydami pod okupacją. Choć to oczywista sprawa, to w filmie je pominięto, co całkowicie zaciemniło prawdę historyczną. Nie dowiemy się zatem o powszechnym terrorze, dotykającym ludność polską w Generalnym Gubernatorstwie, mimo że Niemcy stosowali go jako podstawową metodę zarządzania podbitym terenem. W regionie radomsko-kieleckim, na którego obszarze leżał Gniewoszów, jego ofiarą padło grubo ponad 100 tys. etnicznych Polaków, w przeważającej części mieszkańców wsi – podkreśla dr Tomasz Domański.
Nasz historyk zauważa jeszcze jeden istotny fakt. – Gwałtowne nasilenie terroru skierowanego przeciwko nie-Żydom nastąpiło w 1942 r. i zbiegło się czasowo z niemiecką akcją bezpośredniej eksterminacji Żydów. Nie jest zatem dziwne, że wywoływał on wśród ludności polskiej strach i lęk, o czym w ogóle w filmie się nie mówi – zaznacza.
Dr Tomasz Domański, doceniając walory filmowe obrazu, krytykuje karykaturalny sposób pokazywania Polaków, narzucający konkretną interpretację. – Oprócz pominięć na temat terroru i wyzysku ludności polskiej, zwraca uwagę nie tylko kreowanie stereotypu Polaków, żerujących na żydowskim nieszczęściu, lecz także próby przypisywania im pewnych cech fizycznych. W wielu miejscach ludzie ci są przerysowani, wyglądają jak przysłowiowe „typy spod ciemnej gwiazdy”, łypiące z ukosa na Żydów. Ich postaci animowane wyraźnie odróżniają się od Niemców, których odmalowano zupełnie zwyczajnie. Zresztą, obecność tych ostatnich maksymalnie zredukowano, a poprzez zastosowaną animację, twórcy filmu momentami przenoszą odpowiedzialność za masowe zbrodnie na Żydach z Niemców na Polaków – stwierdza.