4 lipca 1946 r. doszło do pogromu ludności żydowskiej w Kielcach. Czy to był spontaniczny wybuch nienawiści na tle narodowościowym, czy może prowokacja służb? Dlaczego pomimo obecności na miejscu lokalnych sił wojskowych, milicji i Urzędu Bezpieczeństwa, służby nie podjęły skutecznych działań, aby powstrzymać tłum i zapobiec rozlewowi krwi? Wreszcie, dlaczego trafniejszym określeniem jest pogrom w Kielcach, a nie pogrom kielecki? Między innymi na te pytania odpowiada dr Ryszard Śmietanka-Kruszelnicki.
Zachęcamy do wysłuchania całej rozmowy na portalu „Przystanek Historia”.