Instytut Pamięci Narodowej - Kielce

https://kielce.ipn.gov.pl/kie/galerie-zdjec-i-fotorelacje/245563,Rocznica-smierci-najmlodszego-legionisty-Jozefa-Pilsudskiego.html
02.08.2026, 07:50

Rocznica śmierci najmłodszego legionisty Józefa Piłsudskiego

22 lipca 1945 roku zmarł Władysław Franaś – najmłodszy żołnierz Legionów Józefa Piłsudskiego, uczestnik walk o niepodległość Polski podczas I wojny światowej oraz w czasie wojny polsko-bolszewickiej, żołnierz Wojska Polskiego. W rocznicę śmierci bohatera zasłużonego nie tylko dla Kielc, jego grób na Cmentarzu Nowym odwiedzili najbliżsi. Towarzyszył im dr Robert Piwko, naczelnik kieleckiej delegatury Instytutu Pamięci Narodowej, który zainicjował to spotkanie.

- Chciałem, by 22 lipca był dniem upamiętniającym postawę godną naśladowania – tłumaczył dr Robert Piwko. – Pomodliliśmy się przy grobie zasłużonego Kielczanina, kogoś, kto położył duże zasługi wtedy, kiedy jeszcze Polski nie było na mapach, kiedy o Polsce się marzyło, kiedy o Polskę trzeba było walczyć. I on to robił – podkreślił.

Władysław Franaś związał swoje życie z Legionami w 1914 roku. Urodzony 23 lutego 1900 roku miał wówczas niewiele ponad 14 lat. To za mało. Dlatego podczas rekrutacji skłamał, że jest o dwa lata starszy.

Ucieczka przed trudnym dzieciństwem

Jak mówi Joanna Snopek, wnuczka, wojsko stanowiło ważną część jego życia.

- Nie umiał żyć bez wojska. Ono chyba zastępowało mu najbliższych, bo pochodził z bardzo biednej rodziny, dlatego chyba uciekł z domu do Legionów. Był piątym dzieckiem z dziesięciorga, z których przeżyło tylko dwoje. Uciekł z takiego domu przytłoczonego problemami i znalazł sobie idola w Piłsudskim, ale też cel w tym, by uczestniczyć w walce o odzyskanie niepodległości Polski – tłumaczy.

Najpierw trafił do 2 pułku piechoty, gdzie był do kwietnia 1915 r. Później znalazł się w 4 pułku piechoty i wraz z nim walczył do maja 1917 roku, kiedy legionistów internowano w Szczypiornie. Rok później uciekł z obozu do Krakowa.

Mimo młodego wieku bił się obok swoich starszych kolegów jak równy z równym. Za swoje zaangażowanie przyszło mu zapłacić wysoką cenę. Podczas walk w Karpatach, w bitwie pod Rafajłową został ranny w nogę, poważne rany odniósł także podczas walk z Rosjanami na Wołyniu, w bitwie pod Kostiuchnówką.
 

 
Walczył jak dorosły

- Dziadkowi udało się przeżyć – zaznacza Joanna Snopek. – Kiedy był ranny pod Rafajłową, musiał zrezygnować z dalszego marszu, ale na krótko. Podleczył się i znów wrócił do Legionów. Nie wyobrażam sobie tego poświęcenia i zaangażowania. Widziałam te miejsca w Karpatach, którymi oni szli. Nie wiem, jak taki chłopak, który miał 14-15 lat mógł maszerować w pełnym rynsztunku i jeszcze uważać, żeby go nie zabili. Mam niewiele młodszego wnuka, który kończy 13 lat, nie wyobrażam sobie, że idzie z tym wyposażeniem i walczy. Oglądałam film o bitwie pod Kostiuchnówką. Pokazywał, jakie to było wyzwanie dla dorosłych mężczyzn, a co dopiero dla takich młodzieńców – zauważa.

Władysław Franaś ma na swoim koncie również udział w bitwie o Mińsk i nad Berezyną.

W 1925 ukończył Centralną Szkołę Czołgów. W tym samym roku zakończył także służbę wojskową. Jako wykwalifikowany ślusarz rusznikarz pracował w zakładach należących do przemysłu zbrojeniowego. 

Choć urodził się w Dąbrowie Górniczej, swoje dorosłe życie związał z Kielcami. Tu poślubił Zofię Bednarską, córkę związanego z tym miastem legionisty, Juliana Bednarskiego.

W chwili wybuchu II wojny światowej znów był gotów stanąć do walki.

- Kiedy w 1939 roku jego syn, Marian, już jako uczeń szkoły średniej dostał powołanie do wojska, Władysław też poszedł z oddziałami wychodzącymi z Kielc w stronę Warszawy. Z domu wziął jedynie świadectwo czołgisty, sądził, że może jeszcze się przyda w wojsku – relacjonuje wnuczka.

Szybko jednak do domu wrócił.

- Wojna to był dla niego bardzo trudny okres. Praktycznie przez cały czas musiał się ukrywać. Poza tym on nie umiał żyć bez wojska – dodaje Joanna Snopek. 

Tylko raz płakał

Władysław Franaś zmarł 22 lipca 1945 roku. Do końca pozostał wierny Polsce i Józefowi Piłsudskiemu. 

- Jego córka opowiadała, że Władysław Franaś płakał tylko raz w życiu, kiedy w 1935 r. Kielce żegnały Józefa Piłsudskiego. W nocy wyły syreny, paliły się ogniska, a on wtedy stał i płakał – mówi wnuczka. – A to był bardzo twardy człowiek, zdyscyplinowany. Trzymał rygor. Pilnował, żeby dzieci miały czyste buty, żeby się uczyły. On nie miał możliwości uczyć się, ale dbał o to, by dzieci tego nie zaniedbały – dodaje.

Marszałek, w postaci mosiężnej figurki, zajmował także ważne miejsce w domu.

- U Władysława w domu przestała całą wojnę w głównym pokoju, na stoliku przykrytym dzierganą serwetką. Nawet po wojnie, w czasach komunizmu, to było najważniejsze miejsce – przyznaje Joanna Snopek. 

Na straży pamięci o dokonaniach Władysława Franasia stoi cała rodzina. Swoją, ważną kartę w historii napisał także jego syn, Marian. 
 

 
Cenny dar

Joanna Snopek przyznaje, że wzrastała w przekonaniu, że jej dziadek był bohaterem.

- Mój ojciec przechowywał te wszystkie ważne rzeczy i dokumenty w walizce, której nam nie wolno było dotykać. Tłumaczył, że jak urośniemy, to nam opowie o tym, co tam jest. A potem, kiedy nie było telewizji, internetu, to dużo czasu się spędzało na opowiadaniu o tym, co było, więc miałam poczucie, że w mojej rodzinie byli ważni ludzie – stwierdza.

Potomkowie Władysława Franasia zdecydowali, by przedmioty zawarte w tej cennej walizce zdeponować w Delegaturze Instytutu Pamięci Narodowej w Kielcach. Oficjalne przekazane nastąpi 10 listopada 2026 r., o godz. 12.00, podczas uroczystości w siedzibie Delegatury IPN w Kielcach, przy Al. Na Stadion.

Pisząc artykuł korzystałam z audycji z cyklu „Legioniści Piłsudskiego”