Spotkanie odbyło się w sali konferencyjnej Delegatury IPN w Kielcach. Zgromadzili się w niej przedstawiciele wielu instytucji ze stolicy województwa świętokrzyskiego, samorządowcy oraz duża grupa młodzieży z Jędrzejowa. Losy swojego ojca przybliżył obecnym o. Przemysław Michał Lutyński, nasz darczyńca. Zdradził, że Wacław Lutyński o obozowej rzeczywistości niemal nie wspominał.
- Listy z obozu mojego ojca do mamy znalazłem dwa lata temu. Dziękuję, że mogłem je przekazać do archiwum Instytutu Pamięci Narodowej. Jestem ostatni z rodziny, nie mam już nikogo bliskiego. Dlatego kiedyś te listy mogłyby ulec zniszczeniu i nikt nie dowiedziałby się o ich znaczeniu – mówił.
Dyrektor Archiwum IPN Marzena Kruk między innymi przypominała o projekcie Archiwum Pełne Pamięci, w ramach którego każdy może przekazać ciekawe pamiątki, zdjęcia, dokumenty. Podkreślała, że w ten sposób pozyskiwane są archiwalia, które stają się cennym źródłem wiedzy zarówno dla badaczy, jak i edukatorów. Dziękowała za kolejną kolekcję, która wzbogaciła nasze zbiory.
- W Archiwum Instytutu Pamięci Narodowej czujemy się wyróżnieni i zaszczyceni. Tego zaufania, którym nas obdarzył o. Przemysław i wszyscy pozostali darczyńcy, z pewnością nie zawiedziemy. Mamy nadzieję, że będziecie Państwo o naszej pracy opowiadali innym, byśmy mogli jak najwięcej takich historii i pamiątek zabezpieczyć – mówiła do zebranych dyrektor Archiwum IPN Marzena Kruk
Do zawartości listów odniósł się naczelnik Delegatury IPN w Kielcach dr Robert Piwko.
- Czytałem te listy. Mają one prostą konstrukcję. Wiemy, że powstawały one w warunkach skrajnej, obozowej cenzury, a co za tym idzie zakres tematów, które mogły być poruszane, jest niezwykle ograniczony. Mam nadzieję, że w niedalekiej przyszłości te listy zostaną wyedytowane i trafią do niewielkiej ale bardzo interesującej publikacji opatrzonej odpowiednim wstępem – mówił naczelnik Delegatury IPN w Kielcach dr Robert Piwko.
Odwiedziliśmy także grób Wacława Lutyńskiego, który spoczywa na cmentarzu klasztornym w Jędrzejowie. W towarzystwie burmistrza Marcina Piszczka i lokalnej społeczności złożone zostały kwiaty.
-
Przekazanie listów napisanych przez więźnia KL Auschwitz i KL Dachau – Kielce, 13 czerwca 2025. Fot. Dariusz Skrzyniarz (IPN Kielce) -
Przekazanie listów napisanych przez więźnia KL Auschwitz i KL Dachau – Kielce, 13 czerwca 2025. Fot. Dariusz Skrzyniarz (IPN Kielce) -
Przekazanie listów napisanych przez więźnia KL Auschwitz i KL Dachau – Kielce, 13 czerwca 2025. Fot. Dariusz Skrzyniarz (IPN Kielce) -
Przekazanie listów napisanych przez więźnia KL Auschwitz i KL Dachau – Kielce, 13 czerwca 2025. Fot. Dariusz Skrzyniarz (IPN Kielce)
Wacław Lutyński był ofiarą pierwszego masowego transportu więźniów do KL Auschwitz. Przebywał tam do 1941 r., następnie został przetransportowany do KL Dachau. Był wykorzystywany przez Niemców podczas pseudomedycznych eksperymentów. Pracował również w obozowej kuchni oraz uczestniczył w robotach polowych. Za szczególnie wyczerpujące „zajęcie” uznał czas, kiedy został przydzielony do prac w magazynie budowlanym obozu. Szczęśliwie przetrwał obozową gehennę i doczekał wyzwolenia KL Dachau przez żołnierzy amerykańskich. Wrócił do kraju, a w latach 70. XX wieku i zamieszkał w Kielcach.
Kolekcja o. Przemysława Michała Lutyńskiego (IPN Ki 373/1–4)
Zbiór o. Przemysława dotyczy losów Jego ojca – śp. Wacława Lutyńskiego. Był on jednym z 728 Polaków, którzy w I masowym transporcie trafili do KL Auschwitz (14 czerwca 1940 r.). Wacław Lutyński był więźniem dwóch niemieckich „fabryk śmierci” – KL Auschwitz i KL Dachau.
To właśnie z tego drugiego miejsca pochodzą listy pisane do ukochanej żony Celiny w latach 1942–1944. Pierwszy datowany jest na 16 sierpnia 1942 r., ostatni na 26 listopada 1944 r. Ich treść poddana skrajnej formie obozowej cenzury była ograniczona do kwestii podstawowych. Taka też „tematyka” – przesyłek i paczek dominuje w korespondencji obojga małżonków. Dominuje, ale nie jest jedyna. Wacław każdy list rozpoczyna bowiem od pytań o los najbliższych, a kończy pozdrowieniami. W części to On stara się podtrzymać Celinę na duchu, dodaje jej otuchy i wzmacnia w zmaganiach z okupacyjną codziennością.
W pojedynczych listach podejmował próby przekazania i pozyskania informacji posługując się językiem alegorycznym. Przykładem jest list zawierający fragment o losach krewnej osadzonej w KL Gusen. Wacław pisze do Celiny: „Miejscowość Guzenów znam dobrze z opowiadań. Nie jest to piękna miejscowość, warunki życia są ciężkie. Zasmuca mnie brak wiadomości od Geni, możliwe jednak że jeśli nie pozostanie ona w Guzniowie, to wkrótce do was przybędzie”.
Bezcenny dziś zbiór 39 listów obozowych Wacława do Celiny przekazał do Archiwum Delegatury Instytutu Pamięci Narodowej w Kielcach o. Przemysław Michał Lutyński (ISCHP), syn śp. Wacława i Celiny Lutyńskich.
Ze wspomnień Wacława Lutyńskiego
„Do chwili mego aresztowania zamieszkiwałem wraz z żoną w Jędrzejowie. Ponieważ żona moja spodziewała się dziecka, w dniu 1 maja 1940 r. zawiozłem ją do Kliniki Położniczej w Krakowie. W dniu 3 maja 1940 r. przebywając w Krakowie udałem się do kawiarni »Plastyków« przy ul. Łobzowskiej w celu spożycia podwieczorku. Przy wyjściu z kawiarni zostałem zatrzymany przez gestapowca ubranego po cywilnemu i zaprowadzony do posterunku hitlerowskiej żandarmerii znajdującego się po przeciwnej stronie kawiarni. Gestapowiec ten wprowadził mnie do jednego z pokojów tegoż posterunku, a sam udał się do więzienia na Montelupich w Krakowie. Po około pół godzinie czasu gestapowiec przyjechał przed posterunek karetką więzienną i zabrał mnie nią do więzienia na Montelupich. W więzieniu przesiedziałem do następnego dnia, w którym to dniu, po przesłuchaniu mnie, przyłączono mnie do transportu więźniów Polaków, samych mężczyzn i dwoma samochodami zostałem wywieziony do więzienia w Tarnowie. W czasie pobytu w więzieniu na Montelupich zostałem przesłuchany przez trzech umundurowanych hitlerowców. Stawiano mi zarzut przynależności do organizacji podziemnej oraz usiłowanie pobicia konwojującego mnie gestapowca.
Po sześciu tygodniach pobytu w więzieniu w Tarnowie, w dniu 14 czerwca 1940 r. zostałem przewieziony transportem kolejowym do obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu. Transport ten składał się z 720 mężczyzn Polaków. Po przebyciu kwarantanny oznaczono mnie numerem obozowym 96 z czerwonym trójkątem i literą »P«. W obozie w Oświęcimiu przebywałem do końca maja 1941 r. W tym czasie [w maju 1941 r.] zostałem wywieziony transportem kolejowym w grupie więźniów inwalidów do obozu koncentracyjnego w Dachau. Transport ten liczył około 60 więźniów. Tu osadzono mnie na bloku nr V ‒ stacji doświadczalnej (gruźlica) i oznaczono nowym numerem 21116 z takim samym trójkątem”.
Pierwszy masowy transport więźniów do KL Auschwitz
14 czerwca 1940 r. z więzienia w Tarnowie zabranych zostało 728 Polaków. Przewieziono ich do KL Auschwitz. Był to pierwszy masowy transport do tego największego w dziejach ludzkości miejsca kaźni. Składał się z osób, które w pierwszej połowie 1940 r. podjęły nieudane próby przekroczenia południowej granicy okupowanej Polski, aby kontynuować walkę w szeregach Wojska Polskiego tworzonego we Francji.
Przewiezieni w tarnowskim transporcie w zdecydowanej większości byli ludźmi młodymi, w pełni sił. Warunki panujące w niemieckich, nazistowskich obozach przyczyniły się do śmierci nie mniej niż 500 ofiar pierwszego transportu. Wśród przewiezionych wówczas do Auschwitz byli także mieszkańcy Kielecczyzny i osoby związane z regionem: Bogdan Wnętrzewski (architekt urodzony w Kielcach), Wacław Lutyński (urzędnik i ziemianin urodzony w Ożarowie), Zygmunt Benikas (ekonomista z Pińczowa), Zbigniew Tryczyński (inżynier urodzony w Opatowie) i Zygmunt Turzański (Sandomierz).
W hołdzie uczestnikom transportu, ale także wszystkim ofiarom i doświadczonym pobytem w niemieckich obozach koncentracyjnych i zagłady, Sejm Rzeczypospolitej Polskiej w 2006 r. ustanowił dzień 14 czerwca Narodowym Dniem Pamięci Ofiar Nazistowskich Obozów Koncentracyjnych. Od 2015 r. obchodzimy go jako Narodowy Dzień Pamięci Ofiar Niemieckich Nazistowskich Obozów Koncentracyjnych i Obozów Zagłady.












